sobota, 11 lipca 2015

Hity wśród masek: Kallos Cherry i Blueberry


Zakup Kallosów odkładałam na później wiele razy. Z początku myślałam, że to pic na wodę, no bo jakim cudem moglibyśmy dostać dobry produkt za 9-10 zł? Zwłaszcza o pojemności jednego litra? P

Jeśli chodzi o moje obawy to oprócz działania, zastanawiałam się, czy maski dotrą do mnie w całości. W grudniu Dzika Wózkowa pokazała na swoim blogu roztrzaskane Kallosy. Niestety jak na litrowe produkty to mają one słabej jakości opakowania. Wolałabym dopłacić te 2 zł więcej, żeby dostać solidne pojemniki. Na szczęście maski dotarły w znośnym stanie. Zamówiłam cztery i tylko (a może i aż) dwie z nich miały praktycznie zniszczone zakrętki. Oczywiście trochę kosmetyku się porozlewało, ale nie czułam potrzeby, żeby to gdzieś zgłaszać. W końcu wiedziałam, że ponoszę ryzyko :)

Wśród masek, które zamówiłam były wersja Cherry, Blueberry, Keratin i Omega. Jednak Keratin i Omegę postanowiłam otworzyć za jakiś czas, a na ten moment sięgam po wersję czereśniową i jagodową.

Kallos Cherry
Skład: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (substancja kondycjonująca, antystatyk), Prunus Avium Seed Oil (olej z pestek czereśni), Parfum (zapach), Citric Acid (konserwant, regulator pH), Cyclopentasiloxane (lotny silikon), Dimethiconol (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Propylene Glycol (humektant, substancja nawilżająca), Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).

Patrząc na skład tej maski pomyślałam, że cudów nie zrobi. W zasadzie przed zapachem są tylko 3 składniki (nie licząc wody). Ale wiecie co? Emolienty+antystatyk wystarczają, aby dociążyć moje włosy. Dalej w składzie są lekkie silikony, które albo odparują, albo je po prostu zmyjemy delikatnym szamponem. Jest jeden humektant, który raczej ma małe szanse, żeby zadziałać (jest go bardzo mało). 

Moje wrażenia
Już wiecie, że jestem zadowolona z tej maski :) dodam tylko, że to jedna z najlepszych masek, jakie miałam okazję używać. Dociąża, wygładza, nabłyszcza, dzięki silikonom, zabezpiecza przed uszkodzeniami. Do tej pory musiałam niemal co mycie stosować metodę OMO (albo chociaż samo OM), aby włosy były naprawdę dociążone. Z tą maską mogę sobie spokojnie pozwolić na olejowanie raz w tygodniu, zwłaszcza gdy jestem zabiegana :)
Problemem według mnie jest tylko opakowanie, ale za 9 zł raczej nie powinnam oczekiwać ideału. Jeden Kallos to jak 4-5 zwykłych masek, więc wychodzi jakieś 2-2,50zł za 200-250 ml. Praktycznie darmo :)

Kallos Blueberry
Skład: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (substancja kondycjonująca, antystatyk), Persea Gratissima Oil (olej z awokado), Parfum (zapach), Vaccinium Myrtillus Extract (ekstrakt z czarnej jagody), Citric Acid (konserwant, regulator pH) , Cyclopentasiloxane (lotny silikon), Dimethiconol (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Propylene Glycol (humektant, substancja nawilżająca), Niacinamide (witamina PP), Calcium Pantothenate (kwas pantotenowy), Sodium Ascorbyl Phosphate (przeciwutleniacz), Tocopheryl Acetate (przeciwutleniacz), Pyridoxine HCl (witamina B6), Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).

Drugą maską, po którą sięgnęłam była i w sumie nadal jest jagódka (i jeszcze długooo będzie:). W porównaniu z wersją Cherry ma znacznie bogatszy skład. Jednak tytułowe jagody znajdują się tuż za zapachem i przyznam, że jestem tym nieco rozczarowana. Nazwa tej maski raczej powinna się odnosić do oleju z awokado :) Oprócz emolientów, silikonów, jednego humektanta, są również witaminy i przeciwutleniacze. 

Moje wrażenie
Kolejnym razem Kallos mnie nie zawiódł. Włosy po wersji Blueberry są mięciutkie, gładziutkie i takie och i ach :) Myślę, że w porównaniu do Cherry, Blueberry w minimalnym stopniu lepiej wpływa na moje kosmyki, ale ma też znacznie bogatszy skład. Jest też jeden malutki minusik. Niedokładnie spłukana potrafi przeciążyć włosy, ale jeśli użyjemy wystarczającej ilości wody, to nie powinno być problemu.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, w jakim stanie jest nakrętka od Blueberry. Dokładnie widać jak popękała w transporcie (podobnie zresztą jak ta od Kallosa Omega).

Konsystencja masek i zapach
Maski są bardzo gęste, zbite, nie przelewają się między palcami. Właśnie taką konsystencję lubię najbardziej! Każdej z nich użyłam już około 6-7 razy a praktycznie nie widać, żeby coś ubyło. Na pewno wystarczą mi jeszcze na wiele, wiele miesięcy :) Jeśli chodzi o zapach to nie jest on jakoś specjalnie miły, ale też nie drażni. Po prostu maski mają owocowy, ale chemiczny zapach. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo całkiem przyjemnie się ich używa, chociaż wyczuwam chemię.
Podsumowując, oba Kallosy spisują się rewelacyjnie. Oczywiście nie mają w składzie zbyt wielu humektantów, a protein wcale. Jednak dla miłośniczek emolientów będą idealne. Niestety, raczej nie powinnyśmy sięgać tylko po Cherry i Blueberry, ponieważ pielęgnacja powinna opierać się na równowadze proteinowo-emolientowo-humektantowej (PEH). Zakłada ona, że włosy potrzebują protein, humektantów i emolientów. Ich ilość jest zależna od typu włosa. Nie oznacza to, że powinnyśmy stosować je w takiej samej proporcji. Moje włosy na przykład nie potrzebują dużej ilości protein.

Koniecznie dajcie znać, czy miałyście jakieś maski Kallos i które polecacie! :)


Aby być ze mną na bieżąco możecie mnie obserwować na facebooku, bloglovin, instagramie czy twitterze!

FBBloglovinInstagramTwitter
Oraz w Google+ : KLIK!
A od innej strony możecie mnie poznać na Instagramie:

Pin It Now!

74 komentarze:

  1. Tych wersji nie miałam, ale na obie mam ochotę :) Ja bardzo lubię bananową wersję i keratynową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Keratynową mam i za jakiś czas ją otworzę, ale pewnie nie wcześniej niż cherry i blueberry zużyję do połowy. Zastanawiałam się nad bananową i w sumie dalej nie wiem, czy warto. Jak się u Ciebie sprawdziła? :)

      Usuń
  2. Powyższych nie miałam, ale właśnie kończę litr bananowej - cuuudo! Uwielbiam jej działanie na moich włosach - wygładza, dociąża i do tego tak pięknie pachnie! Keratynową też bardzo lubię :) Kallosy to jedne z najlepszych masek jakie używałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za info o bananowej! Gdzieś czytałam, że dużo osób uważa ją za średniaka i w sumie nie trafiłam na opinię aż tak zachwalającą :P

      Usuń
    2. Moje włosy ją kochają i wyglądają po niej na bardzo zdrowe, choć aż tak zdrowe nie są :D No wiesz opinie są różne i zależne od stanu włosów, ale też od tego, kto czego oczekuje :)

      Usuń
    3. Pewnie, że wiem, że to wszystko zależy od włosów :P nie szukałam wcześniej opinii o wersji bananowej, ale gdy trafiałam na różne blogi to wiele dziewczyn określało ją jako średniaka. Choć nie ukrywam, skrycie marzę, żeby przetestować każdą maskę Kallosa :D wiele lat upłynie nim to wszystko zużyję :P

      Usuń
    4. Ja jestem bardzo ciekawa zapachu cherry i bluberry, bo jestem uzależniona od takich owocowych zapachów. A bananowa pachnie tak, że mam ochotę ją zlizać z włosów (trochę fuj) haha :D Trochę czasu Ci zajmie przetestowanie tylu rodzai Kallosów, oczywiście tych litrowych :D :>

      Usuń
    5. Haha :D To cherry i blueberry chyba nie są aż tak pociągające :D zejdzie mi sporo czasu, a oprócz Kallosów czaję się też na Biovaxy :P

      Usuń
    6. To chyba musisz łączyć Biovaxy z Kallosami - jedyny sposób na testowanie ich w jednym czasie haha :D

      Usuń
    7. Albo jeden przed myciem jako pierwsze O, a druga maska po myciu jako drugie O :D

      Usuń
  3. Ja mam keratynową i srednio się spisuje. Jagoda mnie kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Keratynową też mam, ale na razie nie otwieram. Gdybym otwarła 3 Kallosy to tak jakbym otwarła ze 12 zwykłych odżywek :P Dobiję z tymi do połowy, a potem zastanowię się, czy Keratin czy Omega będzie następna.

      Usuń
  4. Mam właśnie Twoich ulubieńców, Cherry i Blueberry :) Nie przepadam jakoś specjalnie za nimi, jedynie myję nimi włosy co jakiś czas. Z kallosów najbardziej lubię Color i do niego na pewno wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od typu włosów. Wybierając maski sugerowałam się dziewczynami, które mają zbliżony rodzaj włosów do mnie:) dobrze, że Kallos ma duży wybór tych masek, każdy znajdzie coś dla siebie :)

      Usuń
  5. Właśnie siedzę z jagódką na głowie pod turbanem :3
    Ta maska jest na prawdę cudowna, inne się z nią nie równają :) Planowałam zakupić Cherry, lecz najpierw trzeba zużyć jagodową i algową, która również jest bardzo dobra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony fajnie, że tak dużo maski dostajemy za tak niewiele. Ale z drugiej strony ciężko przetestować inne produkty, bo litr kosmetyku to ogromna ilość. Ja się w poniedziałek podzielę z siostrą to szybciej sięgnę po inne :)

      Usuń
  6. Ja miałam już kilka i w dużym skrócie - Keratin- troszkę kołtuni, Color- za bardzo natłuszcza, Chocolate - dobrze, dość optymalnie i neutralnie, Argan - bardzo mocno silikonowe działanie - świetna, Banana - ułatwia rozczesywanie, wygładza - bardzo dobra. Jak się domyślasz ponownie kupię kiedyś tylko Banana, ale w sumie Argan też może być. A i jeszcze Serical - mleczna - lekko puszy.
    Dodatkowe kryterium* łagodny zapach to może być czekolada i banan.
    Trochę chaotycznie wyszło, ale mam nadzieję że taka krótka ściąga się przyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie chaotycznie:) Troszkę się obawiam działania Keratin, ale z drugiej strony raz na jakiś czas muszę użyć też protein. Spodziewam się, że może kołtunić. Sama chcę sięgnąć jeszcze po Color, Banana, ale na pewno wykluczę Chocolate :)

      Usuń
  7. Jeśli te dwie wersje Cię oczarowały, to poczekaj aż otworzysz keratynową, u mnie nie kołtuni włosów, wręcz przeciwnie wygładza i sprawia, że włosy można przeczesać palcami, są sypkie i lśniące :-) wersja keratynowa to moja największa miłość, nawet maski profesjonalne kupowane w hurtowaniach fryzjerskich nie dają takich efektów jak ta maska za 10 zł :-) oczywiście wszystko zależy od rodzaju włosa, ale na moich spisuje się świetnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie keratin sie nie sprawdzila niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  9. ja właśnie stosuję swoją pierwszą maskę od Kallosa, ale tą Keratynową i u mnie się sprawdza :) ale tych wersji jeszcze nie spotkałam, jak skończę swój litr, a nie nastąpi to prędko, to pewnie jeszcze się na jakąś zdecyduję ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Patrząc po składzie wydaje mi się, że Blueberry sprawdziłaby się u mnie o wiele lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam ich niestety, już od pewnego czasu planuję zakup bananowe :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam Banan, Algi i teraz właśnie Jagodę. Banan w zasadzie nie robił z moimi włosami nic, lekko wygładzał i poleciał dalej. Blueberry aktualnie działa podobnie i nie widzę szczególnej różnicy w efekcie między nią a wersją bananową. Za to Algi były silnie nawilżające, odżywcze i baaardzo je polubiłam :) (Mam średnioporowate suchawe fale o silnym skręcie)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja dotąd miałam jednego kallosa Color, ale tak bardzo go nie polubiłam, że na razie po inne raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam Kallos Algae i również jestem niesamowicie z niej zadowolona. Świetnie dociąża włosy, są gładkie i takie leżące. Uwielbiam ją, ale chyba skuszę się na któraś z polecanych przez Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam w zapasach Kallos Keratin, ale jeszcze nie używałam :) Jak zużyję zapasy to się za nią wezmę i jestem ciekawa jak się spisze mój pierwszy Kallosik :D Na te pewnie też się w przyszłości skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedyś Kallos się u mnie totalnie nie sprawdził. Może powinnam dać mu kolejną szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, zwłaszcza jeśli próbowałaś tylko jednej. Kallos ma mnóstwo masek i w zasadzie są to różne produkty. Warto wypróbować, tylko postaw na jakąś z innym składem niż tak, którą miałaś :) niektóre Kallosy są do siebie podobne :)

      Usuń
  17. Sama kupuję je tylko w Hebe- wtedy nie ma problemów z transportem. :) Chociaż żałuję, ze nie widziałam nigdzie tej jagodowej wersji bo chętnie bym ją kupiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Cherry i Blueberry nie zawsze są dostępne stacjonarnie. W Hebe na pewno dostaniemy Kallosy najbardziej popularne. Ale może kiedyś będą wszystkie :P

      Usuń
  18. ja wczoraj kupiłam kallosa latte i cherry także będę dopiero testowała, mam nadzieję że u mnie również się spiszą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać jak się u Ciebie sprawdziły :)

      Usuń
  19. Obecnie mam Kallos Algae i jestem bardzo niezadowolona. Włosy są strasznie przyklapnięte, takie smutne i matowe. Gdybym decydowała się na Kallosa teraz, po Twojej recenzji, na pewno chętnie sięgnęłabym po Cherry lub Blueberry. :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. tych wersji Kallosa jeszcze nie miałam, ale moje włosy bardzo lubią to, jak te maski na nie działają:)
    kończy mi się maska z BingoSpa, więc w niedługim czasie będę uzupełniać zapasy, chyba wiem co się w nich znajdzie:D

    OdpowiedzUsuń
  21. Tych nie miałam ale mam i lubię aloe, keratin, omega

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam maski Kallos. Tych jeszcze nie testowałam więc muszę to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  23. U Mnie wielkim hitem okazała sie omega i wlasnie blueberry :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! to skoro Blueberry się u Ciebie sprawdził to liczę, że Omega u mnie też się będzie fajnie spisywać :)

      Usuń
  24. Ja teraz używam tej niebieskiej, a potem chcę się skusić na bananową :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Słyszałam o nich wiele dobrego, może kiedyś wypróbuję :) Pozdrawiam, www.polinska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Wiśniową i bananową bardzo lubię, ale jagodowa nie przypadła mi do gustu ;/

    OdpowiedzUsuń
  27. już są na mojej liście :D ja używałam algae ale szału nie było za to keratynowa jest idealna. Bardzo lubię też omega :D

    OdpowiedzUsuń
  28. bardzo chętnie bym je wypróbowała :) bo ich jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ojj dużo dobrego o nich słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Wąchałam obie i chętnie bym je przygarnęła ♥

    OdpowiedzUsuń
  31. ja uwielbiam bananową maskę tej firmy :)
    justiceteess@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  32. ja mam jagódkę i jestem z niej bardzo zadowolona :) troszkę szkoda, że te nowsze Kallosy sa dostępne tylko w litrowych opakowaniach, trochę mnie przerażają jednak :) mam nadzieję, że za jakiś czas będą dostępne w opakowaniach 275 ml, bo chętnie przetestowałabym Cherry, Omege, Aloe, Color ; )

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja mam tylko latte ale te bym chciała wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Mam cherry i jestem zachwycona <3 :D Ostatnio włosy miały drobny kryzys, a ta maska doskonale sobie z nim poradziła! :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Też zawsze myślałam, że to pic na wodę, ale skoro u Ciebie czytam takie pochwały, to chyba zawierzę i kupię.

    OdpowiedzUsuń
  36. Mnie przeraża ta pojemność :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja sama tyle razy przechodzę obok nich, pomacam, popatrzę, ale nie biorę. Nie wiem nawet czemu. Może się skuszę na jedną? :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Miałam z Kallosow Latte, Placente ale Keratin uwielbialam (jak moje wlosy proteiny) teraz mam Hair Botox ale jeszcze sie za nia nie wzielam. Czaje sie jeszcze na Aloe i Blueberry wiec fajnie ze sie u Ciebie sprawdzil ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Jakoś nigdy nie mogę uwierzyć, że maska o takiej cenie i o takiej pojemności jest w stanie zrobić cokolwiek na włosach, dlatego też obok Kallosa przechodzę obojętnie, no ale... może czas spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  40. ja mam bananową i bardzo polecam, potem będę myśleć jaką sprawdzić kolejną :) +obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Bardzo popularne te Kallosy ostatnio, muszę też je wypróbować, ciekawe co na to moje włosy :))

    OdpowiedzUsuń
  42. Tych masek z Kallosa jeszcze nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. ja mam kallosa vanilla i tez fajna jest :) polecana jest ta bananowa ;p

    OdpowiedzUsuń
  44. Zakup Kallosów też ciągle odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Od dawna mnie ciekawią, ale zazwyczaj w koszyku z zakupami ląduje coś innego i tak ogrom włosowych kosmetyków w łazience mnie powstrzymuje przed ich wypróbowaniem. Przeraża mnie też ta litrowa pojemność, bo chociaż mam długie włosy, to podejrzewam, że sporo czasu by mi zajęło ich zużycie ;) Niemniej obie wersje wpisuję na chciej listę, a zawartością słoika najwyżej podzielę się z koleżanką ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Przerobiłam większośc masek Kallosa teraz amm na tapecie Omege i Botox a do tego doszło Bluberry z ciekawości .Skoro piszesz,że Cherry taka dobra jest tez to zakupie. Za je stosuje od naprawde dawna i jestem z nich zadowolona . przerobiłam już Keratin, Algi,Planceta i sama reszty nie pamiętam ale nie przestane napewno ich używac :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Miałam Color i nadal ją mam- myję nią włosy.
    Banana u mnie to była istna tragedia, nigdy do niej nie wrócę pomimo, że zapach wg mnie miała CUDOWNY!
    Blueberry- szukam, szukam... znaleźć nie mogę. W żadnym Hebe jej nie ma. A jak na złość- były, ale jak kupowałam innego Kallosa. Myślałam nad tym, żeby myć nią włosy jak już ją dorwę ale nie wiem czy będzie się nadawać...
    Innych kallosów nie miałam jeszcze :) Obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  47. Jeszcze ich nie próbowałam :) moje włosy są cienkie i matowe więc coś muszę z nimi zrobić :( Mam nadzieję że te maski pomogą :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Mam wersję Cherry i niestety na moich włosach nie sprawdza się tak idealnie, brakuje dobrego nawilżenia moim suchym włosom abym mogła być w pełni zadowolona z efektów.
    Może ktoś miałby pomysł z czym ją skomponować, aby zużywanie tego litra maski stało się przyjemniejszą sprawą?
    Pliiss

    OdpowiedzUsuń
  49. Miałam kilka razy Kallosa Latte a teraz mam Vanille. Lubie używać tych masek pod olej, dodając do henny czy do żelatyny, czyli taki dodatek. Twoich wersji nie miałam, natomiast kusi mnie Aloe:)

    OdpowiedzUsuń
  50. Proponuję spróbować jeszcze mleczną firmy Mila. Cena podobna, działanie również i ma obłędny zapach.
    Dodatkowo szampon Med+ oczyszczający firmy prosalon, Chantal. Oczyszcza włosy i skórę głowy niemalże perfekcyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  51. O bardzo lubie Kallosa obecnie mam czekoladową ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Co ile używasz bo ja nie wiem czy używać ją codziennie, raz w tygodniu czy kilka razy na tydzien. Pozdrawiam :) http://sm4rowski.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  53. Teraz można go dostać również w Naturze.

    OdpowiedzUsuń
  54. Do tej pory miałam wersję Banana, Keratin, Multivitamin i Algae. Najlepiej wspominam multiwitaminę. Później bananową. Teraz poluję na jagódkę :) Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Myślę, że się skuszę na tę maskę do włosów, zwłaszcza, że ma tyle dobrych opinii :) zwłaszcza, że cena jak na litr kosmetyku jest naprawdę bardzo dobra

    OdpowiedzUsuń
  56. Ja mam kallos color. Fajnie nawilża ale zapach sprawia że używam jej bardzo rzadko :/

    OdpowiedzUsuń
  57. Za pierwszym razem kupiłam Kallos Keratin i byłam zachwycona, wiece co w niej najbardziej polubiłam? Czasem zdarza mi się, że spinam moje włosy byle jak, w byle koczka na czubku włosy, i zdarza się, że w takim wydaniu idę spac (wiem wiem... powinna je rozplatać, rozczesać... ;)) i po dniu i nocy w takim wydaniu moje włosy czasem są strasznie skołtunione, ide je myć i czuje jak strasznie są splątane i już wtedy zastanawiam się jak je rozczesać, żeby nie wyrwać połowy i właśnie wtedy z pomocą przychodzi Kallos Keratin...tak wspaniale je wygładza, że już w myciu czuję, że się rozplątują jak dziwnie to nie brzmi :D a rozczesywanie ich wtedy jest bezproblemowe :) Odżywka/maska jest rewelacyjna, dzięki niej włosy się wspaniale rozczesują, są gładkie i wogóle naj :)
    Drugą odżywką Kallos jaką miałam/mam jest Milk, która tez jest świetna (bo wogole nie mogę żyć bez tych masek) ale jednaj Keratin była lepsza :)

    Gabi :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...